-Violetta?-usłyszałam dziwny głos. Obróciłam się i ujrzałam staruszkę. Stała w białej długiej sukni i spoglądała na mnie dziwnie. Skrzywiłam się i do niej podeszłam. Miała dużo zmarszczek i była dosyć wysoka. Włosy natomiast miała dziwnie spięte. Po chwili widzę jak podaje mi dłoń.
-Pani Marshell.
Moja głowa wiruje w wspomnieniach. Dziecięcy śmiech,tajemniczy wzrok...
Mrużę oczy i jeszcze raz przyglądam jej się z uwagą.
-Skąd znasz moje imię?-pytam,a kobieta robi zażenowaną minę.Spuszcza głowę w dół. Znajdujemy się w tej chwili w szkole i dziwnie się czuję,jak tu stoi,a inni dziwnie się na nas patrzą. Czemu ją kojarzę,ale nie wiem kim jest?
-Przeszłość jest ważna,kochanie.-odchodzi,a po chwili w ogóle jej nie widzę. Marszczę brwi i czuję jak telefon wibruje. Wyciągam go.
Będziesz z daleka od niej,nie stanie ci oraz twojemu Leonowi żadna krzywda.
-A
Schowałam szybo telefon do torebki i obgryzając skórkę na palcu nachodziły mnie wiele myśli. Czyżby "A" to Francesca? Tylko czemu A?
-Hej.-odwracam się i widzę szatyna,który swój wzrok kompletnie wbił w podłogę. Poco tu przyszedł? Ma Francescę! -Widziałem,jak płaczesz. To przeze mnie?
-Czemu niby przez ciebie?-pytam,a do moich oczu napływają łzy. Jeżeli sie odezwę to wybuchnę kompletnym płaczem.
-Bo,widzisz...wczoraj znaleźli ciało Ben'a. W lesie.
IT'S NOT LOVE
Biegłam jak najszybciej do domu zapłakana. Ignorowałam krzyki Leona. Słyszałam po jego głosie jak bardzo był zmartwiony. Czemu nic nie powiedział o swoim związku z Francescą? Jednak przechodzi mnie najgorsza myśl:Czemu bardziej interesuję mnie,że Leon całował się z jakąś głupią Francescą niż śmierć mojego byłego?
Szybko wchodzę do domu i patrzę zmartwiona na Alexandrę*,która cała zapłakana zmywa naczynia. Patrzy na mnie.
-Powiedział ci?-szepcze,a ja spuszczam wzrok.
-Tak. -odpowiadam i płacząc biegnę w stronę mojego pokoju. Zamykam się i wyjmuję mój notatnik z półki. Biorę długopis.Przewracam zabrudzoną stronę,a samotna łza pozostawia na niej ślad. Zaczynam pisać.
Jestem bezdusznym człowiekiem. Nie obchodzi mnie śmierć Ben'a. To takie straszne.
Violetta
Zamykam go szybko i chowam. Biorę jedną poduszkę i przykrywam się kocem. Zasypiam. Potrzebuję odpoczynku.
Budzę się cała w czerwonych plamach. Zaczynam się rozglądać. Moje ciało jest w czerwonej farbie. To sprawka A? Nie mogę w to uwierzyć. Szybko wstaję i kieruję się w stronę salonu.
Ciepło,ciepło
-A
Marszczę brwi i otwieram szufladę. Stoi tam czerwona puszka z napisem Farba. Biorę ją do ręki.
Farba działa 2 dni na ciele. Nigdy nie wiedziałam,że istnieje farba do ciała. A więc,co teraz zrobię? Wzdycham i siadam na sofie. Przyglądam się w stronę okna. Raptem widzę te staruszkę,która po chwili znika.
~~~~~~~~
*Alexandra jeszcze żyje.Poprzedni rozdział to przyszłość
Jak się podoba rozdział?
Dla mnie troszke słaby,ale tam XD
Emily ♥

Moje
OdpowiedzUsuńHej.
UsuńPrzecudowny rozdział.
Co to wszystko ma znaczyć?
Leon i Francesca są parą...
Ben nie żyje...
Czyżby został zamordowany w lesie?
Może to przez "A" nie żyje?
Kto jest tą/tym "A"?
Nie wydaje mi się, żeby była to Francesca.
Violetta została pomalowana farbą?!
I co to za staruszka?!
Perełka.
Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
Buziaki.
Miss Blueberry
TAJEMNICZOOOO
OdpowiedzUsuńPODOBA MI SIĘ!
Jednym słowem cudowny ❤
OdpowiedzUsuńPotrafisz trzymać w niepewności.
Rozdział jak zawsze cudowny w każdym zdaniu.
Czekam na więcej takich perełek w twoim wykonaniu.
Buziaczek dla Ciebie kochana;*
Kocham bardzo bardzo bardzo ❤
Diana
O kurde.
OdpowiedzUsuńBen nie żyje.
Violetta prześladowana.
Jak długo to potrwa?
Kim jest to A?
Cudowny.
Maddy ❤
Czytałam czekam na next.
OdpowiedzUsuńKocham
Księżniczka Blairka